Gdyby znali prognozę … czyli ostatni lot Żwirki i Wigury

W kwietniu 1932 roku porucznik-pilot Franciszek Żwirko i inżynier-konstruktor Stanisław Wigura zostali zakwalifikowani przez komisję Aeroklubu Rzeczypospolitej Polskiej do reprezentowania Polski w prestiżowych zawodach samolotów turystycznych Challenge 1932. W zawodach, które odbyły się w sierpniu polska załoga startowała na samolocie RWD 6 i zajęła pierwsze miejsce, wygrywając z uważanymi za faworytów załogami niemieckimi. Jej zwycięstwo było wielkim sukcesem polskiego lotnictwa zarówno w dziedzinie pilotażu jak i myśli technicznej. Załoga w tym składzie już wcześniej odnosiła sukcesy, lecz żaden nie był tak spektakularny. Duet m.in. na pierwszym egzemplarzu lekkiego samolotu RWD 2 wykonał lot okrężny wokół Europy, na trasie Warszawa-Frankfurt-Paryż-Barcelona-Marsylia-Mediolan-Warszawa o długości około 5000 km, zwyciężył w I i II Locie Południowo-Zachodniej Polski.

Kiedy 13 września 1932 roku o godzinie 12.10 na bielski dworzec kolejowy wjechał pociąg przewożący zwłoki Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, przywitał go dziesięciotysięczny tłum, który przybył by pożegnać bohaterów. Pociąg jadący z Cieszyna do Warszawy wjechał wolno na udekorowany peron wśród dźwięków marsza żałobnego. Hołd poległym oddały oddziały wojska, liczne poczty sztandarowe, a duchowni odprawili modły. Następnie wszyscy zgromadzeni uczcili zmarłych minutą ciszy. W imieniu ludności Bielska i Białej przemówił wicestarosta bielski. Trumny lotników zasypano kwiatami i pokryto wieńcami. Wśród dźwięków marsza żałobnego pociąg opuścił dworzec, udając się w dalszą drogę.

Porucznik Żwirko i inżynier Wigura zjawili się 11 września 1932 roku na warszawskim lotnisku o godz. 6.00. Obaj udali się wprost do hangaru aeroklubu, gdzie stał gotowy do lotu ich samolot RWD 6. Niecałe dziesięć minut później wystartowali w kierunku Pragi, by uczestniczyć w zjeździe gwiaździstym. Na lotnisku nikt nie wiedział, że mają zamiar wystartować, gdyż nie zameldowali się w porcie lotniczym, by otrzymać biuletyn meteorologiczny o stanie pogody na trasie. Rokowania pogodowe na ten dzień były bardzo niekorzystne. Według meteorologów linię lotu do Pragi miały w tym dniu przecinać trzy burze. Obsługa lotniska o fakcie startu dowiedziała się słysząc warkot silnika, lecz było już za późno by zatrzymać odlatujących. Na krótko przed godziną 8.00 samolot był widziany podczas zataczania koła nad Katowicami. Około 8.30 maszyna pilotowana przez Żwirkę wleciała w strefę lokalnej trąby powietrznej w okolicy wsi Cierlicko Górne, odległej o 12 km od czeskiego Cieszyna. Samolot wpadł w korkociąg, a silny wiatr oderwał skrzydła maszyny. Pozostałości kadłuba z dużą prędkością runęły do lasku, uderzając w drzewo. Lotnicy wyrzuceni z samolotu, ponieśli śmierć na miejscu. Jak opowiadał jeden z naocznych świadków „… o godzinie 8.30 szalał wicher. Grzmotów nie było. Deszcz w właściwie też nie padał. Spadło tylko kilka dużych kropel. Patrząc w kierunku nieba, w stronę Ostrawy, zauważyłem samolot por. Żwirki, jak leciał w stronę granicy polskiej. Czasami i słyszałem motor, przeważnie jednak por. Żwirko jechał bez motoru. Wiatr pomiatał aparatem i w pewnym momencie, aparat zaczął na wysokości około 400 metrów koziołkować. Nad Kościelcem, nagle oderwało się jedno ze skrzydeł, które wiatr uniósł o jakieś 100 metrów dalej od miejsca, gdzie później spadł aparat. W kilka sekund później, oderwało się w powietrzu, na wysokości już tylko 300 metrów, drugie skrzydło. Drugie skrzydło rozpadło się po prostu w strzępy i tylko połowa spadła na drogę polną, o 200 metrów od miejsca, gdzie spadł aparat. Aparat zaś spadł na lasek, niedaleko od kościoła na Kościelcu…”

Pomnik upamiętniający sławnych pilotów sportowych przedwojennej Polski por. Żwirkę i inż. Wigurę – plac Żwirki i Wigury, ul. Zamkowa