Brunatny Hugo Boss i niewolnicy z Podbeskidzia

Wiosną 1940 roku Martin Eberhard – przedstawiciel wytwórni odzieżowej Hugo Boss z Metzingen, pojawił się w Bielsku, znanym przedwojennym ośrodku włókienniczym. Celem jego wizyty było zwerbowanie około trzydziestu wykwalifikowanych pracowników do fabryki odzieżowej Hugo Bossa, w związku z realizacją dużego zamówienie na mundury dla Wehrmachtu. Kiedy lokalny urząd pracy wskazał jedynie dwanaście kobiet, Eberhard zwrócił się o pomoc do miejscowego Gestapo. Po interwencji osobiście wybrał pochodzących z Bielska i okolic czterech mężczyzn i szesnaście kobiet. Wybranych wywieziono specjalnym wagonem do Metzingen, gdzie trafili do niewielkiej szwalni Hugo Bossa, którą w 1931 roku od bankructwa uchronił kontrakt na kilka tysięcy brunatnych koszul dla oddziałów szturmowych NSDAP. To był początek współpracy Bossa z hitlerowcami. Dla producentów odzieży w Niemczech wojna oznaczała wielkie kontrakty na dostawy mundurów dla wojska. Boss jako wpływowy członek NSDAP otrzymywał bardzo intratne zamówienia od armii. W latach 1940-1945 w jego fabryce pracowało około 150 robotników przymusowych. Były to głównie kobiety w wieku od 20 do 25 lat pochodzące z Czechosłowacji, Ukrainy, Włoch, Austrii i Polski, w tym spora część z Podbeskidzia. Za pracę od szóstej rano do szóstej po południu otrzymywały 75 marek tygodniowo, które ledwo wystarczały na opłatę kwaterunku i wyżywienia. Początkowo, młode kobiety z Polski mieszkały w domach Niemców zatrudnionych w fabryce, jednak w 1943 roku, kiedy losy wojny zaczęły się odwracać, przeniesiono je do obozu utworzonego w Metzingen. Warunki życia w zapchlonym i zawszonym obozie były tragiczne. Obozowicze w czasie nalotów nie mogli korzystać ze schronów, musieli pozostawać w obozie lub chronić fabrykę przed pożarem. Wśród świadków tamtych dni, opinie na temat Hugo Bossa są podzielone. Niektórzy postrzegają go jako oprawcę, który wyzyskiwał cudzoziemskich robotników, inni twierdzą, iż był ludzki i starał się pomagać robotnikom, m.in. dostarczając na własną rękę żywność do obozu. Podzielone są również opinie dotyczące traktowania robotników przez kadrę zarządzającą fabryką. Jedna z uprowadzonych z Bielska robotnic, 16-letnia Anna Gisterek, widywała Bossa w fabryce oraz służyła w jego domu. Wspominała go jako wysokiego, tęgiego mężczyznę o blond włosach, który niemal codziennie doglądał pracy w szwalni. Bardzo dokładnie sprawdzał jakość wykonania mundurów, zwłaszcza czarnych kurtek dla SS, które musiały być idealne. Z kolei pochodząca z Jasienicy, Elżbieta Kubala, która do fabryki Bossa trafiła z ulicznej łapanki zorganizowanej przez Gestapo wiosną 1940 roku, swoich przełożonych zapamiętała jako ludzi bardzo nieuprzejmych i zarozumiałych, którzy nie stosowali żadnych ulg dla kobiet i dzieci. Nie było mowy o wizycie u lekarza, a chore kobiety musiały radzić sobie same i na własną rękę zdobywać lekarstwa. Nieletnia, 14-letnia Maria Klima, zapamiętała, iż wśród kierownictwa fabryki było pełno nazistów, którzy nazywali robotników „polskie świnie”, ale Hugo Boss dla młodych ludzi był przyjazny. W październiku 1941 roku do fabryki sprowadzono starszą siostrę Anny Gisterek, 20-letnią Józefę. Dwa miesiące później Józefa chciała wziąć urlop, by jechać do domu opiekować się rodzeństwem z uwagi na wypadek matki, jednak pracodawca odmówił jej, tłumacząc to zbyt krótkim stażem pracy. Zdesperowana dziewczyna uciekła i dotarła do domu. Jednak niedługo po powrocie została aresztowana przez Gestapo i skierowana do aresztu w Mysłowicach, a następnie do obozu koncentracyjnego. Hugo Boss wykorzystując swoje znajomości w organach bezpieczeństwa Rzeszy, w marcu 1943 roku odnalazł Józefę w obozie w Buchenwaldzie i sprowadził do Metzingen, jako przestrogę przed ucieczką dla innych pracownic. Dziewczyna była wycieńczona, rozbita psychicznie i cierpiała na silne bóle głowy po urazie doznanym w obozie. Po wizycie u lekarza przebywała na zwolnieniu, ale do pracy nie wróciła – popełniła samobójstwo. Koszty pogrzebu poniósł Hugo Boss, jednak innej pomocy rodzina zmarłej nie otrzymała. Po wojnie Boss stanął przed sądem i został ukarany za swoje zaangażowanie na rzecz nazistów grzywną stu tysięcy marek. W trakcie rozprawy tłumaczył, iż wspierał Hitlera, ponieważ chciał „ratować firmę”. Zmarł w 1948 roku w wieku 63 lat na powikłania po zapaleniu zębów. Jego firmę przejęli spadkobiercy, którzy początkowo kontynuowali szycie mundurów dla francuskich sił okupacyjnych i Czerwonego Krzyża, a następnie zaczęli specjalizować się w cywilnej odzieży męskiej. Obecnie na terenie dawnego obozu dla robotników stoi piętrowy parking przeznaczony dla klientów magazynów Bossa. Większość wielbicieli modowej marki przyjeżdżając na zakupy z całego świata, nie zna mrocznej tajemnicy tego miejsca.