„Nie ma mnie nawet kto pożegnać”

W sobotni wieczór, 15 stycznia 1938 roku, w bialskim hotelu „Pod Orłem” doszło do zatrzymania w niezwykłych okolicznościach jednego z najgroźniejszych polskich bandytów początku lat trzydziestych XX wieku – Floriana Nikifora Maruszeczko. Tego wieczoru w hotelu odbywała się zabawa karnawałowa cechu krawieckiego. Około godziny dwudziestej trzeciej w hotelowym holu awanturę wszczął pijany mężczyzna. W celu usunięcia intruza z hotelu recepcjonista zadzwonił do pobliskiego komisariatu policji w Białej z prośbą o interwencję. Na miejsce zdarzenia przybył posterunkowy Mieciński. Podczas próby wylegitymowania awanturnika przed budynkiem hotelowym, ten wyciągnął pistolet i strzelił sześciokrotnie do policjanta. Jedna z kul trafiła policjanta w twarz i przebijając mu policzek wyszła nad uchem. Pozostałe pociski na szczęście chybiły celu. Na pomoc stróżowi prawa ruszyli stojący przed hotelem bialscy taksówkarze, restaurator hotelowy oraz recepcjonista, którzy zatrzymali pijaka i odprowadzili do komisariatu policji. Na posterunku mężczyzna zapytany jak się nazywa, pijackim bełkotem, zarozumiale odpowiedział – Florian Nikifor Maruszeczko! Obecni w pomieszczeniu policjanci nie mogli uwierzyć, że zatrzymany o miłej aparycji mężczyzna to legendarny bandyta, gdyż sprawiał on wrażenie człowieka uczciwego i jedynie mocno pijanego, dlatego początkowo traktowali jego odpowiedź jako żart. Jednocześnie identyfikacja zatrzymanego na podstawie posiadanej przez bialską policję fotografii Maruszeczki nie była możliwa z uwagi na jej złą jakość. Podczas przesłuchań prowadzonych przez sobotnią noc i w niedzielę, zatrzymany ze spokojem i cynizmem przyznał się do dokonania wielu napadów rabunkowych. Przez cały czas bandyta śmiał się ironicznie i podkreślał, że nigdy by go nie schwytano, gdyby się nie upił. Ustalono, że po krwawym starciu z policją pod Szydłowcem, Maruszeczko uciekł do Białej, gdzie ukrywał się od dwóch tygodni. Podczas pobytu w Białej dokonał śmiałego napadu na Spółdzielnię Inwalidów Żydowskich, prowadzoną przez Salomona Ratschlaegera w Bielsku przy ulicy 3 Maja, gdzie grożąc bronią ukradł całą zawartość kasy. W czasach bez faksów, Internetu i e-mali, w celu potwierdzenia tożsamości zatrzymanego z Krakowa do Białej musiał przyjechać przodownik służby śledczej Krzywda, znający Maruszeczkę od dziecka. W poniedziałek 17 stycznia bandyta został przewieziony do więzienia sądowego w Wadowicach i oddany do dyspozycji prokuratora. Przebywający w szpitalu, ranny w twarz posterunkowy Mieciński opowiadał, że początkowo nie przypuszczał, iż ma do czynienia z poszukiwanym mordercą. Dopiero, gdy zbliżył się na odległość dwóch kroków i zobaczył na jego twarzy charakterystyczną szramę, domyślił się kto to, ale było już za późno.

Nikifor Maruszeczko urodził się 16 marca w 1912 roku we wsi Korzenice w powiecie jarosławskim. W wieku 11 lat opuścił dom i wyjechał za chlebem podróżując po różnych miastach. Podczas tułaczki zarabiał jako śpiewak podwórkowy, chłopak roznoszący gazety lub żebrząc. Ostatecznie osiadł w Krakowie, gdzie wpadł w towarzystwo złodziei. Po dokonaniu jednej z kradzieży trafił do więzienia. Przebywając w środowisku zawodowych przestępców, bardzo szybko podszkolił swój złodziejski fach. W 1931 roku w życiu Maruszczki rozpoczął się tzw. okres „podróżniczy”. Początkowo odbywał krótkie wypady do Katowic, Cieszyna i Bielska. Z biegiem czasu zwiedził Polskę wzdłuż i wszerz dokonując licznych napadów i kradzieży oraz morderstw. Udowodniono mu m. in. napad na restaurację Kemplera i Haasa oraz zabójstwo przodownika policji śledczej – Władysława Junga w Krakowie, zabójstwo w Katowicach niejakiego Rottera, morderstwo policjanta Henryka Bąka w Warszawie, napad na restaurację Gałuszki w Katowicach-Załężu, podczas którego zranił właścicieli restauracji. W wyniku doznanych obrażeń żona restauratora zmarła w szpitalu. Ponadto postrzelił urzędnika sądowego w Katowicach, inwalidę w Załężu i gościa restauracji w Białej – Józefa Zemanka oraz dokonał wielu innych napadów.

W dniach 22 i 24 lutego 1938 roku w sądach w Warszawie i Katowicach odbyły się rozprawy karne przeciwko Maruszeczce. W obu zapadły wyroki skazujące go na karę śmierci przez powieszenie. Po apelacji Maruszeczki i odrzuceniu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jego podania o ułaskawienie, w dniu 8 sierpnia 1938 roku w więzieniu w Warszawie wykonano wyrok. Ostatnie słowa bandyty brzmiały „Nie ma mnie nawet kto pożegnać”.

Hotel Pod Orłem – ul. 11 Listopada 60/62