Niemiecki obóz i kaci z MO

W nocy z 31 maja na 1 czerwca 1940 roku Mikuszowice Krakowskie nawiedziła straszliwa powódź. Rzeka Biała zalała fabryki i domy oraz zerwała mosty. Po przejściu kataklizmu okupant przystąpił do usuwania szkód. Do pracy postanowił wykorzystać więźniów. W rejonie dzisiejszego skrzyżowania ulic ks. Jana Kusia i Przędzalniczej Niemcy utworzyli obóz karny, będący filią więzienia sądowego w Wadowicach. Teren otoczono płotem z desek i drutem kolczastym oraz wyposażono w wieżyczki strażnicze. Więźniów przetrzymywano w czterech dawnych robotniczych barakach fabryki Zipsera, w miejscu której znajduje się dzisiaj siedziba Drugiego Urzędu Skarbowego w Bielsku-Białej. W obozie przetrzymywano jednorazowo około stu mężczyzn i kobiety, których wykorzystywano do prac przy regulacji rzeki Białej oraz w niemieckich gospodarstwach rolnych. Więzieni zamiast tradycyjnych „pasiaków” mogli nosić ubrania robocze. Obozowymi strażnikami byli przeważnie Polacy, dlatego przymykali oczy na dożywianie przetrzymywanych, przez lokalnych mieszkańców. Od 1942 roku na terenie obozu przebywali również skazani na karę ciężkiego więzienia. Po wyzwoleniu Bielska i Białej przez wojska radzieckie obiekt zamieniono w tzw. obóz pracy. Więziono w nim aresztowanych przez NKWD, UB oraz Milicję Obywatelską Niemców i Volksdeutschów z Bielska, Białej i okolicznych miejscowości oraz Polaków podejrzewanych o związki z Armią Krajową. Obóz miał charakter przejściowy, więźniów po przeprowadzeniu selekcji wysyłano do większych jednostek. Jeden ze świadków wspominał, że pod koniec lipca 1945 roku z obozu wywieziono do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie około siedmiuset więźniów. Transport trwał trzy doby, w ośmiu wagonach towarowych bez sanitariatów. Komendantem obozu był mieszkaniec Mikuszowic Władysław Gołda – funkcjonariusz MO, a następnie UB w Białej. Strażnikami byli młodzi milicjanci, którzy wobec zatrzymanych zachowywali się podobnie jak hitlerowcy w czasie wojny. Stosowali bicie, polewanie wodą, tortury, gwałty na kobietach, wielogodzinne apele. W opinii mieszkańców Bielska i Białej, którzy przeżyli obóz, działy się tam rzeczy gorsze niż w czasie niemieckiej okupacji. Z powodu zimna, głodu i tortur zmarło wielu więźniów, których potajemnie chowano na cmentarzu ewangelickim w Mikuszowicach Śląskich. Obóz funkcjonował do wiosny 1946 roku, później baraki zostały rozebrane w przez miejscową ludność.

Karny obóz pracy – ul. Przędzalnicza i ks. J. Kusia